Jak tam moi mili mija Wam świętowanie? Piszę dla Was tego posta, zajadając się sernikiem i jednocześnie planując już szczegóły poświątecznej diety, która jak znam siebie będzie calkowitą mrzonką :)

Dzisiaj przygotowałam dla Was krótką recenzję dwóch naprawdę uroczych książek. Ich autorką jest Leila Lindholm.

Każdy kraj ma swoją kulinarną gwiazdę, dla Anglii jest to Nigella, dla nas Magda Gessler, a dla Szwedów Leila. Jest ona nie tylko osobowością telewizyjną ale również wielokrotnie nagradzaną szefową kuchni.

Ja, jako miłośniczka Skandynawii, koniecznie musiałam zaopatrzyć się w jej książki i jestem dumną posiadaczką dwóch: One more slice i A piece of cake.

Słowo “urocze” nie zostało przeze mnie użyte przez przypadek. Ono po prostu jak żaden inny przymiotnik pasuje mi do Leili najbardziej. Sami możecie się o tym przekonać odwiedzając jej stronę tutaj I choć na pewno można jej zarzucić, że wszystko co jej dotyczy, od wystroju jej domu począwszy a na zdjęciach kulinarnych skończywszy, jest dość mocno cukierkowe, to nie można też zaprzeczyć, że ten cukierkowy całokształt przyciąga spojrzenia i sprawia, że na twarzy gości usmiech.

I takie są własnie książki Leili. Bije z nich masa pozytywnej energii, kolorów, słońca i uśmiechu.
A piece of cake poświęcona jest prawie samym słodkościom. Znajdziecie w niej przepisy na mnóstwo ciasteczek, muffinków, tart i różnorakich ciast. Jedyną niekonsekwencją w tym słodkim raju jest rozdział poświęcony chlebom i słonym wypiekom, który moim zdaniem powinien się znaleźć w drugiej książce.

To co jest naprawdę praktyczne to to, że Leila podaje zawsze przepis podstawowy, a pożniej całą masę jego modyfikacji. Dzięki temu, na tej bazie można też łatwo dodawać własne, ulubione składniki i tworzyć swoje własne przepisy.

One more slice prezentuje już wiekszą różnorodność smaków: słony, słodki, kwaśny i pikantny. To wszystko razem poprzeplatane w pizzach, chlebach, bagietkach, lodach, ciastach i nawet makaronach. Dodatkowo zdjęcia kulinarne wzbogacone są cudowną atmosferą przyjęć i podejmowania gości w bardzo rodzinnej atmosferze. I gdybym nie wiedziała, że Leila jest Szwedką to pewnie obstawiałabym, że pochodzi z Włoch, bo taki klimat ma jej druga książka.

Jeśli chodzi zaś o same zdjęcia i oprawę graficzną to jest bardzo dobrze. Zdjęcia ładne, choć grzeczne. Oprawa piękna. Cudny lekko chropowaty papier i twarde okładki z obwolutami zdecydowanie zachwycają.

Przechodząc do mojej skali ocen:
przydatność przepisów: 5,5
użycie zdrowych produktów: 2
estetyka: 5

W sumie 12,5 na 18.

I tak sobie myślę, że w sumie obie te książki to idealny prezent dla łasuchów, którzy kochają słodkości.