Mam ogromna słabość do owoców morza. Problem w tym, że słabości tej nie podziela nikt z moich domowników…no może jeszcze nadzieja w Natanie, który patrząc na ojca nieśmiało wyraził swoje zdanie, że całkiem smaczne to “coś co mama zrobiła” :)

Tak więc, kiedy reszta rodzina zasiadła do tradycyjnego rodzinnego obiadu, ja wzdychałam nad swoim daniem makaronowym. Jednocześnie kątem oka obserwowałam jak wszyscy patrzą na mnie podejrzliwie :)

Przepisu chyba specjalnie na to danie podawać nie trzeba, bo to najprostsza wersja ze wszystkich. Krewetki marynowałam w tradycyjnej marynacie z oliwy z oliwek, soku z cytryny i czosnku. Podsmażyłam na patelni, dodałam makaron, rucolę i gotowe :))