Kto powiedział, że fotografia kulinarna ma się sprowadzać do ciągłego eksperymentowania w kuchni i testowania nowych, pracochłonnych przepisów? Owszem, nie przeczę, stanie w kuchni sprawia mi coraz większą przyjemność, ale czasami zapominamy, że to co proste jest równie smaczne i efektowne.

Uwielbiam weekendowe śniadania. Najbardziej chyba lubię w nich to, że nigdzie nie trzeba się spieszyć. Po śniadaniu kawka i mała prasówka. A gdy jest lato i możemy zjeść w ogrodzie to jest już pełna ekstaza.

Po poście z goframi miałam ochotę na kolejne zdjęcia w fioletowej kolorystyce. Więc w roli głównej dzisiaj fiolet i czerwień. Miłej niedzieli moi drodzy :)

A jeśli wieczorem będziecie mieli ochotę na film, który poprawia nastrój, a jednocześnie nie jest całkowitym odmóżdżaczem to polecam “Whatever works” Woody’iego Allen’a. Bardzo mi odpowiada takie połączenie cynizmu i pozytywnej energii, a poza tym można się nieźle uśmiać. Jak dla mnie też wielkim plusem jest to, że w filmie występuje rewelacyjna Patricia Clarkson, którą uwielbiam i bardzo cenię.