Od kiedy Sylwia w komentarzach pod poprzednim postem napisała mi o mini serniczkach, to wiedziałam, że będą one następne w kolejce do upieczenia. Sernik uwielbiam! Mogłabym go jeść kilogramami. Wersja mini serniczków jest o tyle kusząca, że takie małe cudeńka wygladaja przepięknie i są bardzo efektowne. Pewnie jeszcze lepiej wyglądałyby i smakowały przyozdobione owocami leśnymi, ale na to jeszcze musimy poczekać.

Tymczasem u nas w domu kolejny wirusowy atak. Jeszcze wczoraj Krystian i Natan siedzieli pod stołem z głowami obwiązanymi folia aluminiową i udawali kosmitów, a dzisiaj mały ma katar po pas i kaszle jak oszalały. Plany były na weekend wielkie, a jak się okazuje, spędzimy go siedząc w domu i robiąc inhalacje…no coż trudno, byle do lata :)

Zawsze układam sobie w głowie obraz zdjecia, które chcę zrobić. Myślę nad tym, którą filiżanke użyję, jaki talerzyk, jaką serwetkę. Później stawiam to wszystko w idealnym porządku i dochodze do wniosku, że jakieś to takie za grzeczne. Więc kruszę jedzenie, gniotę co się da, brudzę naczynia i dopiero wtedy osiągam efekt, jaki mi się podoba :)

Przepis na serniczki, znajdziecie tutaj.