Facebook Icon Twitter Icon Flickr Icon Delicious Icon
Paulina Kolondra Fotografia
  • Start
  • Kontakt
  • Kategorie
  • Portfolio
  • Subskrypcja

Natan

styczeń 25, 2012Tagi: Natan, Natek, Prywatne, Wrocław Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Wczoraj Natan skończył 4 lata. Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko leci…

Komentarzy: 6

Zupa pełna łez

styczeń 7, 2012Tagi: Food Photography, fotografia jedzenia, fotografia kulinarna, zdjęcia jedzenia, zupy Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Tak, jak obiecałam z nowym rokiem będzie coraz więcej przepisów nie zawierających cukru. Dzisiaj zupa pełna łez, czyli cebulowa. Chodziła za mną już od dawna. I choć kolor ma średnio “wyjściowy” to na zimne dni nadaje sie idealnie. Oczywiście, trzeba mieć sporo odwagi żeby skroić na raz kilogram cebuli, więc polecam robić to na raty :)
Chętnie się dowiem jaką Wy preferujecie zupę cebulową, bo wiem, że wiele osób lubi ją w wersji kremowej.

Komentarzy: 21

Z Billem Grangerem mam wielką zagwozdkę…

styczeń 1, 2012Tagi: Food Photography, fotografia jedzenia, fotografia kulinarna, książki kulinarne, recencje książek kulinarnych, zdjęcia jedzenia Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Witajcie w Nowym Roku :) Czy robicie jakieś noworoczne postanowienia? Ja jak zwykle mam ich całą masę, a w tym roku nawet więcej, do czego zmobilizowała mnie pewna ciekawa lektura. O niej innym razem, bo dzisiaj mam dla Was opisy trzech kolejnych książek kulinarnych :)

Czy znany jest Wam Bill Granger? Myślę, że większość z Was o nim nie słyszała. Owszem kojarzycie Nigelle Lawson, Jamiego Olivera a nawet już Pannę Dahl, ale o Billu w Polsce jest w miarę cicho.
Dziwne to zważywszy na fakt, że wydał on całą masę książek kulinarnych, z czego dwie przetłumaczono na język polski (premiera “Najlepsze dania Billa” już w styczniu). Czemu mam z oceną jego książek taką wielką zagwozdkę? Myślę, że głównie dlatego, że są one bardzo zróżnicowane i to czego brakuje jednej można znaleźć w innych, ale ciągle brakuje książki “hit”, która satysfakcjonowałaby mnie całkowicie.
Ale zacznijmy po kolei…

“Nakarm mnie” była pierwszą książką Billa, która pojawiła się w mojej biblioteczce. Były to jeszcze czasy, kiedy aż tak bardzo nie interesowałam się gotowaniem i kiedy książki kupowałam tylko i wyłącznie dla tego aby inspirowały mnie pięknymi zdjęciami. Przejrzałam tę książkę w Empiku, zachwyciłam się zdjęciami i nie zastanawiając się długo zabrałam ją do kasy. Pamiętam, że po powrocie do domu euforia trochę mi opadła, bo przepisy jakoś nie rzuciły mnie na kolana, ale rzecz jasna w tamtym czasie nawet mi się nie śniło, żeby się pokusić o ich wypróbowanie :) Autorem zdjęć w tej książce jest John Kernick, który naprawdę bardzo się postarał. Zdjęcia w “Nakarm mnie” są moim zdaniem ładniejsze od zdjęć, które fotograf ma w portfolio na swojej stronie. Udało mu się, poprzez obrazy w tej książce, zbudować wspaniałą atmosferę, która zaraża pasją gotowania. Z książki wręcz bije zapachami, niemalże słychać odgłosy przekładanych sztućców i bulgoczących na ogniu potraw. Chapeau bas dla Johna!
Strzałem w dziesiątkę, było też umieszczenie w książce portretów autora oraz zdjęć prezentujących miejsce, w którym gotuje. Nie wiem ja Wy ale ja uwielbiam podglądać wszystko co się wiąże z klimatem gotowania i te zdjęcia był dla mnie taką wisienką na torcie.

Wracając jednak do przepisów, nie ma tu jakichś wielkich rewelacji, ale też nie ma przepisów tendencyjnych. Bill jakoś specjalnie nie zaskoczył, ale też nie przynióśł sobie wstydu. Jak napisał, książka ta głównie ma być inspiracją dla osób, które potrzebują ugotować coś w szybkim czasie i z ograniczonych składników, i faktycznie taka konwencja została utrzymana, więc plus za konsekwencję.

Przechodząc do mojej skali ocen:
przydatność przepisów: 4
użycie zdrowych produktów: 2 (i to tylko za owoce morza, bo niestety cukier aż się “wysypuje” z tej książki)
estetyka: 5 (byłoby 6 ale mam trochę uwag do estetyki wydania)
W sumie 11 na 18.

Dla tych z Was, którym moja skala ocen nic nie mowi, zapraszam do tego posta, gdzie przyznawanie ocen i kryteria są szerzej omówione.

A teraz o Bill’s Basics, którą w styczniu będziecie równiez mogli kupić polskim wydaniu. Autorem zdjęć jest Mikkel Vang, choć ja chwilami miałam wrażenie jakby było dwóch autorów zdjęć i aż specjalnie szukałam w opisie czy przypadkiem tak nie było. Zdjęcia bowiem są bardzo nierówne. Jedne są cudowne, pięknie dobrane zestawienia, ciekawe portrety Billa a inne kompletnie bez polotu prezentują piekne danie na czyściutkim i wymuskanym talerzyku i nic ponadto. W przypadku tego fotografa sprawa ma się zupełnie odwrotnie niż w przypadku Johna Kernicka. gdybym wpierw zobaczyła portfolio Mikkela a później spodziewała się książki, w której zdjęcia byłyby by jego autorstwa, byłabym bardzo podekscytowana i jednocześnie bardzo bym się później zawiodła. Nie są to jednak zdjęcie złe, ale szkoda, że fotograf w pełni nie wykorzystał swojego potencjału.

Jeśli zaś chodzi o przepisy, to mamy tutaj bardzo prosty podział rozdziałów, który w łatwy sposób pozwala nam szukać tego na czym najbardziej nam zależy. Szukamy przepisu na zupę, udajemy się do rozdziału “Zupy” :). Dużo we wstępie autor pisze o śniadaniach i rozpisuje się wręcz o tym jak stara się swoim dzieciom zapewnić zdrowe smakołyki i przekąski, ale nie wiem czy jest to domeną australijczyków, że już od śniadania począwszy faszeruje się dzieci cukrem. Właściwie na palcach jednej ręki można policzyć przepisy w rozdziale “Śniadania”, które nie zawierają cukru…szkoda, bo liczyłam na większą kreatywność w tej dziedzinie. Zawodzi też rozdział o wypiekach, bo wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach jeśli w takim rozdziale znajdą się przepisy na: ciasto marchewkowe, tartę ze śliwkami, brownies i magdalenki to naprawdę nie ma elementu zaskoczenia, a wręcz słowa takie jak “oklepane” i “tendencyjne” cisną mi się na usta. Pózniej jest niestety podobnie, w rozdziale desery jest przepis na tiramisu czy Pavlovę z truskawkami… Na szczęście nadrabiają trochę pozostałe rozdziały i tylko to ratuję tę książkę, w kategorii przepisy, przed katastrofą.
Zatem oceny:
przydatność przepisów: 2
użycie zdrowych produktów: 1
estetyka: 5 (tutaj z kolei nadrabia wydanie, bo okłada zawiera bardzo ciekawy element obwoluty)
W sumie 8 na 18, wielka szkoda, bo był potencjał…

I na koniec słów kilka o “Every Day”. Tylko kilka, bo nie wiem co Wam o tej książce napisać. Bałagan w niej jest straszny, rozdziały nic nam nie mówią, bo ich nazwy to po prostu dni tygodnia. Każda strona upstrzona jest kilkoma zdjęciami, z czego niektóre są w wersji czarno białej. Ja osobiście, fotografii kulinarnej w wersji black and white kompletnie nie rozumiem i jestem zdecydowanie na nie. Pocieszające jest to, że ta książka Billa wydana została w roku 2006 więc widać, że zmiany poszły w lepszym kierunku i pozostałe pozycje znacznie przewyższają poziomem “Every day”. Sama autorka zdjęć Petrina Tinsaly, prezentuje piękne ujęcia w swoim portfolio i może się pochwalić naprawdę ciekawymi publikacjami, jednak zdjęć do tej ksiązki nie zaliczyłabym do jej spektakularnego sukcesu.

I choć mam wrażenie, że sporo w tej książce przepisów, to tak ciężko jest wyłuskać te ciekawe, że nieodmiennie towarzyszy mi uczucie zmęczenia, kiedy ja przeglądam i kończy się to zawsze fiaskiem i odłożeniem na półkę.

przydatność przepisów: 2
użycie zdrowych produktów: 1
estetyka: 2
W sumie 5 na 18.

Mam nadzieję również, że czytając moje opisy pamietacie o tym, że są to jedynie moje subiektywne wrażenia. Wasze, mogą być zgoła odmienne i bardzo jestem ich ciekawa. Będę bardzo szczęśliwa jeśli podzielicie się ze mną swoimi odczuciami lub jeśli to co tutaj piszę pomoże Wam w dokonaniu właściwego dla Was wyboru :)

Komentarzy: 4

Wesołych :)

grudzień 22, 2011Tagi: Boże Narodzenie Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Kochani,
Czy uwierzycie, że wraz ze świętami mija 4 lata, od kiedy bloguję? Przez ten czas wiele się wydarzyło, blog przechodził wiele zmian, a ja wiele fascynacji. Dziękuję, że przez cały ten czas tu zaglądacie, zostawiacie komentarze i piszecie maile, to mnie ciągle motywuje i dodaje mi skrzydeł :)

Pragnę Wam wszystkim życzyć cudownych i magicznych świąt. Spędzcie ten czas z bliskimi, nacieszcie się świąteczną atmosferą i naładujcie baterie na kolejny rok, który mam nadzieje przyniesie nam masę wyzwań i uciech :) Do zobaczenia w nowym roku :)

Komentarzy: 12

Świąteczna sesja dla magazynu Frappé

grudzień 14, 2011Tagi: Boże Narodzenie, Food Photography, fotografia jedzenia, fotografia kulinarna, zdjęcia jedzenia Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Jeszcze w listopadzie miałam ogromną przyjemność zrobienia świątecznej sesji zdjęciowej dla magazynu Frappe. O magazyn możecie pytać w luksusowych butikach, restauracjach i hotelach, a jeśli nie znajdziecie na to czasu, to mały spoiler jest poniżej.

Przepis na fantastyczne kulki cynamonowe to zdecydowanie wersja dla leniwych, gdyż robi się je błyskawicznie, a rozchodzący się po domu zapach cynamonu natychmiast przywołuje atmosferę świąt :)

Jednocześnie w tym poście chcę Wam powiedzieć, że w najbliższym czasie na blogu szykuje się mała zmiana. Otóż jakiś czas temu podjełam pewne przednoworoczne postanowienie. Postanowiłam definitywnie zrezygnować z cukru i prawie do minimum ograniczyć również fruktozę czyli głównie spożywanie owoców. Moja decyzja spotkała się już z wielką krytyką więc powiem tylko, że nie zamierzam się z niej tłumaczyć a jedynie wytrwać w niej jak najdłużej. Mimo przeróżnych obaw jakobym miała wylądować przez tą dietę na ostrym dyżurze, czuję się na razie więcej niż dobrze :) Wracając jednak do tematu zmiany na blogu, chcę Wam powiedzieć, że od nowego roku na blogu nie bedzie już przepisów na desery i inne słodkości, ale za to pojawi się sporo przepisów na potrawy bez cukru. Trzymajcie za mnie kciuki :))

Komentarzy: 18

Ciasto czekoladowe z cukinią

listopad 26, 2011Tagi: ciasto czekoladowe, Food Photography, food styling, fotografia jedzenia, fotografia kulinarna, zdjęcia jedzenia Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Nachodzą mnie czasami takie chwile, kiedy mam głęboką ochotę odpocząć od blogowania. Tak tez właśnie było ostatnio. Zaniedbałam bloga i przyznaję się do tego bez bicia. Ale wcale się nie obijałam. W między czasie udało mi się zrobić sesję zdjęciową świątecznych wypieków dla pewnego zacnego magazynu. Niebawem, jak tylko wyjdzie numer grudniowy, to podam Wam wszystkie szczegóły.

Tymczasem u nas dzisiaj na stole ciasto czekoladowe z cukinią. Mój mąż załamany, bo trzeba jeść cukinię, a Natan zachwycony, bo może jeść czekoladę :) Nigdy się wszystkim nie dogodzi :)
Jeśli chcecie upiec takie ciasto w domu, to uprzedzam, że jest ono z rodzaju ciast ciężkich i dosyć wilgotnych. Wydaje mi się również, że smak cukini jest całkiem mocno wyczuwalny, więc zdecydowanie róbcie je tylko na własną odpowiedzialność. Mi smakuje i jest idealne na tak zimny weekend :)

Komentarzy: 11

Brak czasu…

listopad 5, 2011Tagi: jesień, My, Natan, Prywatne Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

…i znużenie jakieś takie, jesienne, wdarło się ostatnio w nasze życie. Znowu szybko robi się ciemno i czas na robienie zdjęć skurczył się niemiłosiernie. Ale żeby pokazać Wam, że mamy się dobrze i jednocześnie obiecać kolejne posty i powrót do blogowej formy umieszczam nas w wersji jesiennej :)

Komentarzy: 7

O książkach kulinarnych subiektywnie

październik 9, 2011Tagi: Food Photography, fotografia jedzenia, fotografia kulinarna, recencje książek kulinarnych, zdjęcia jedzenia Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Najczęściej zadawanym mi ostatnio pytaniem, czy to przez znajomych, czy też przez osoby piszące do mnie maile, jest: czy możesz mi polecić jakąś ciekawą książkę kulinarną. A ponieważ moja biblioteczka pęka w szwach a dużą jej część stanowią właśnie książki kulinarne (kupowane czasami tylko dla zdjęć a nie przepisów) postanowiłam utworzyć tutaj taki panel z recenzjami. Będę zatem opowiadać Wam o swoich wrażeniach po przeczytaniu/przejrzeniu danej lektury i mam nadzieję, że moje wrażenia będą dla Was przydatne.

Aby łatwiej było mi oddać to co myślę o danej książce postanowiłam je oceniać. Przyjmę skalę ocen od 1 do 6, czyli taką jaka była w szkołach (przynajmniej za moich czasów) gdzie poszczególne oceny oznaczać będą:

1 - beznadziejna książka, całkowita strata pieniędzy
2 - nic ciekawego, nie polecam
3 - przyzwoita
4 - całkiem dobra
5 - bardzo dobra
6 - wybitna

Książki oceniane będą w trzech kategoriach:

  • przydatność przepisów, czyli czy składniki są łatwo dostępne, czy potrawy są w miarę realne do wykonania i czy dobór składników zachęca do ich wypróbowania.
  • użycie zdrowych produktów, czyli czy autor myślał również o tym, że nie chcemy zrujnować sobie zdrowia odżywiając się tak, jak proponuje. Wiele z niezdrowych składników posiada zamienniki, które użyte w sprytny sposób nie pogorszą walorów smakowych potrawy - a często nawet je poprawią.
  • estetyka książki, czyli oczywiście zdjęcia, oprawa i grafika.

To tyle tytułem wstępu…

Dzisiaj pod ostrzał idzie książka z mojej ostatniej dostawy, czyli “The Cake Stall”, The Australian Women’s Weekly, której okładka zauroczyła mnie całkowicie. Jest to zbiór przepisów prawie wyłącznie poświęconych słodkościom - znajdziecie tam mnóstwo inspiracji na przepyszne ciasta, galaretki, torty oraz - dla urozmaicenia - inspiracje na szalone przetwory. Całość podzielona została na rozdziały takie jak: lemoniady (bardzo krótki rozdział), prezenty dla mamy, czyli generalnie na wszelakie ciasta, które wykonać mozna w domu i podarować najbliższym, przekąski dla dzieci, czyli po prostu: lizaki, lody, pianki marshmallows, karmelki i temu podobne słodkosci za jakimi dzieci zazwyczaj przepadają. Nastepnie jest rozdział poświęcony wypiekom światecznym, i tak mamy tu na przykład puddingi, które podaje się w święta Bożego Narodzenia, pierniczki, gwiazdki, i ciasteczka korzenne oraz wiele innych rzeczy, które nie tylko możemy przygotować w celu postawienia na świątecznym stole, ale również w celu położenia pod choinkę jako prezent dla innych łasuchów. Ostatni rozdział to przetwory: dżemy, marmolady, chutneye a nawet jako wyjątek marynowane grzyby i słodki sos chili.

Wielkim plusem tej książki są jej zdjęcia i pomysł na to aby pokazać, jak fantastycznie możemy prawie każdy wypiek zapakować na prezent. W środku znajdziemy masę inspiracji, nie tylko dotyczących przepisów, ale również dekoracji, świątecznych ozdób, wystroju kuchni i aranżacji stołu. Brawa należą się za stylizację, która z każdym zdjęciem jest inna i bardzo pomysłowa.
Jak dla mnie również zaletą jest to, że książka ma twardą okładkę i jest w obwolucie. Zarówno na jednej jak i drugiej widnieją te same zdjęcia, co uważam za duży plus.

Przejdźmy teraz do minusów. Ktoś miał bardzo dobry pomysł, żeby książka była w klimacie vintage i skrzętnie ten pomysł realizował w najmniejszym nawet szczególe. W efekcie mamy trochę przesłodzony efekt, a wystarczyło, moim zdaniem, ograniczyć wszelkie dodatki do zdjęć typu postarzane ramki, retro ornamenty i cienie. Nigdzie też nie mogłam się dopatrzyć nazwiska autora zdjęć i stylizacji, to oczywiście mały szczegół, jednak dla kogoś takiego jak ja, dosyć istotny :) No i ostatecznie zdecydowanie bardziej można się było przyłozyć do wartości odżywczych zawartych w przepisach, bo brązowy cukier to naprawdę za mało.

A więc przejdźmy do ocen:

  • przydatność przepisów: 6
  • użycie zdrowych produktów: 2
  • estetyka: 5

W sumie 13 punktów na 18, czyli całkiem dobrze :)
Jako podsumowanie mogę powiedzieć, że polecam Wam The Cake Stall, bo jest ona kopalnią inspiracji stylistycznych, kulinarnych i fotograficznych. Myślę sobie też, że to taka bardzo kobieca książka, więc raczej rekomendowałabym ją jako prezent dla Pań, a nie Panów :)

Komentarzy: 17

Tartaletki z figami

październik 5, 2011Tagi: Food Photography, fotografia jedzenia, fotografia kulinarna, tartaletki, zdjęcia jedzenia Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Kiedy byłam mała, moja mama nazywała je babeczkami i był to mój ulubiony przysmak. Jedyną różnicą było to, że były one robione w małych blaszkach więc miały troche inny kształt.
Jednak bez względu na kształt zawsze imponująco prezentują sie na stole i możemy je dekorować według własnego uznania. Muszę się też teraz pokajać, bo w tej wersji, w której ja zrobiłam te tartaletki są one średnio zdrowe. Użyłam bowiem gotowego kremu waniliowego i już w momencie kiedy to Wam wyznaję palę się ze wstydu :( Usprawiedliwiają mnie jedynie figi, winogrona i granaty, których użyłam do dekoracji.

Ciasto kruche:
- 500 g mąki przennej tortowej
- 250 g masła
- szklanka cukru
- 5 żółtek
Wszystkie składniki szybko zagniatamy i możemy (aczkolwiek ja tego nie zrobiłam) włożyć do lodówki na godzinę. Foremki smarujemy tłuszczem i wygniatamy w nich starannie ciasto. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni aż do zezlocenia (ok 15 minut).

Masa:
- 300 ml schłodzonego mleka
- 1 kremu waniliowego
Oba składniki miksujemy i smarujemy masą tartaletki. Na wierzch układamy ulubione owoce.
Smacznego :)

Komentarzy: 11

Wyjątkowe ciasto marchewkowe, czyli historia o cieście, które wypadło z piekarnika

październik 2, 2011Tagi: ciasto marchewkowe, Food Photography, fotografia jedzenia, fotografia kulinarna, zdjęcia jedzenia Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Yahoo Bookmarks
  • Blogger Post

Przepis na to przepyszne ciasto marchewkowe znalazłam na blogu Whiteplate. Tego bloga nikomu nie trzeba przedstawiać, jeśli się nie mylę jest on jednym z najbardziej znanych blogów kulinarnych w Polsce.
Osobiście cenię go sobie z trzech głównych powodów. Po pierwsze za rzetelność. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby jakiś z przepisów Liski mi się nie udał. A wręcz przeciwnie, zazwyczaj rodzina domaga się aby upiec coś po raz kolejny i jej ciasta, muffiny tudzież inne potrawy na stałe weszły już do naszego menu.
Po drugie za konsekwencję w prowadzeniu bloga bardzo niekomercyjnego. Na Whiteplate nie znajdziecie prawie żadnych reklam. I choć nie mam nic przeciwko zarabianiu na własnej pasji, a wręcz uważam to za najlepszy ze sposobów to cenie bardzo to, że Liska twardo trzyma się swojej wizji.
I po trzecie, oczywiście, za walory estetyczne. Zdjęcia na blogu Whiteplate są niewymuszone ale jednocześnie przemyślane, stylowe ale nieprzesadzone. Zawsze chętnie wyczekuję kolejnego posta.
Z niecierpliwością też czekam na książkę Liski, która, jeśli dobrze pamiętam ma ukazać się w grudniu i będzie na pewno fantastycznym prezentem gwiazdkowym dla wszystkich którzy uwielbiają przesiadywać w kuchni.

Kiedy zobaczyłam przepis na ciasto marchewkowe z ananasem i kokosem byłam uradowana i zaniepokojona jednocześnie. Uradowana, bo kocham wszystkie te trzy składniki ale jednocześnie obawiałam się lekko tego zestawienia marchew kontra pinacolada :) Wyszło genialnie!!! Natan biega po domu i krzyczy:”Mamo, upieczesz więcej tego ciasta?” I choć, uwaga, upiekłam aż trzy keksówki, to zostało nam po jednym kawałku dla każdego.

Pierwszy też raz zdarzyło się żeby ciasto wypadło mi z piekarnika :) Otóż sprawdzałam czy się już upiekło, wysunełam podstawkę pod keksówki trzymając ja przez ścierkę i w pewnym momencie się poparzyłam. Odruchowo puściłam podstawkę i jedna z keksowek wyleciała na środek kuchni :) Na szczęście ciastem do góry…to był prawdziwy zjazd saneczkowy :) Od dzisiaj zaczynam zawsze już używac rękawic kuchennych :)

Tymczasem Was zapraszam do ogladania zdjęć, a sama ide się upewnić czy nikt nie wyjadł mojego kawałka ciasta :)

Komentarzy: 12
« starsze posty  


© 2007-2010 Paulina Kolondra Fotografia - Inspired by SafiTech Theme

Full RSS - Comments RSS